
Kasjan Owsianko — Szef czeskiej Informacyjnej Służby Bezpieczeństwa (BIS) generał Michal Koudelka ostrzegł przed potencjalnym atakiem Rosji na jedno z państw Sojuszu Północnoatlantyckiego. W ocenie kontrwywiadu najbardziej zagrożone są kraje bałtyckie. Wcześniej prezydenci Estonii, Łotwy i Litwy z
Szef czeskiej Informacyjnej Służby Bezpieczeństwa (BIS) generał Michal Koudelka ostrzegł przed potencjalnym atakiem Rosji na jedno z państw Sojuszu Północnoatlantyckiego. W ocenie kontrwywiadu najbardziej zagrożone są kraje bałtyckie. Wcześniej prezydenci Estonii, Łotwy i Litwy zaapelowali o natychmiastowe zmiany w systemie ochrony granic NATO.
Władimir Putin podczas spotkania poświęconego sytuacji w obwodzie chersońskim, Rosja, 23 kwietnia 2024 r. (fot. Shutterstock)
Zdaniem czeskiego szefa kontrwywiadu Moskwa nie posiada obecnie zasobów militarnych pozwalających na przeprowadzenie pełnoskalowej inwazji na wzór najazdu na Ukrainę z 2022 r. Kreml może jednak zdecydować się na uderzenie o ograniczonej skali, aby zweryfikować spójność struktur zachodnich. Celem operacji byłoby sprawdzenie szybkości i stanowczości reakcji Sojuszu.
– Musimy jasno i bezwarunkowo zadeklarować naszą jedność i determinację do obrony, ponieważ tylko w ten sposób możemy zniechęcić rosyjskiego agresora do tej bardzo niebezpiecznej przygody – powiedział generał Koudelka podczas konferencji bezpieczeństwa w parlamencie.
Czeski wojskowy odniósł się do zmasowanych rosyjskich ataków na ukraińskie miasta z minionego weekendu. Wskazał, że działania te obrazują brak poszanowania dla życia ludzkiego przez rosyjskie dowództwo oraz „jak gardzą życiem cywilów i jak zachowaliby się u nas, gdyby mieli okazję”.
Generał zwrócił uwagę, że zagrożenie dla stabilności międzynarodowej generuje również konflikt na Bliskim Wschodzie. W Europie i USA widoczne jest nasilenie protestów antyizraelskich i wzrost popularności radykalnych ruchów propalestyńskich. W marcu br. doprowadziło to do podpalenia hali produkcyjnej w Pardubicach.
– Jeśli nie uda nam się powstrzymać tego zjawiska, w przyszłości może ono przerodzić się w powstanie lewicowych grup terrorystycznych, tak jak pamiętamy to z lat 70. i 80. XX wieku w Europie Zachodniej – ostrzegł szef czeskiego kontrwywiadu.
[
Encyklika papieża Leona XIV o sztucznej inteligencji. Watykan ostrzega przed dehumanizacją](/news/encyklika-papieza-leona-xiv-o-sztucznej-inteligencji-watykan-ostrzega-przed-dehumanizacja)
[
Czarnek komentuje Kraków. Źle wieszczy Tuskowi](/news/czarnek-komentuje-krakow-zle-wieszczy-tuskowi)
[
Szpitale nie mogą być przechowalnią dla polityków](/news/politycy-w-szpitalach-jak-partyjne-nominacje-niszcza-zaufanie-do-ochrony-zdrowia)
Wcześniej o wzmocnienie wschodniej granicy zaapelowali prezydenci Estonii, Łotwy i Litwy. Alar Karis, Edgars Rinkeviczs oraz Gitanas Nauseda domagają się reformy misji wojskowych. W wydanej deklaracji wskazali, że obecna misja NATO Air Policing w krajach bałtyckich powinna zostać przekształcona w „misję obrony powietrznej”. Pozwoli to zwiększyć stałą obecność sił sojuszniczych i poprawić zdolność zwalczania dronów.
Działania te są bezpośrednią reakcją na incydenty w przestrzeni powietrznej. Rosyjskie wojsko regularnie wykorzystuje zaawansowane systemy walki elektronicznej, którymi zakłóca loty ukraińskich bezzałogowców. Według źródeł w strukturach NATO celem Moskwy jest celowa zmiana kursu dronów, by kierować je nad terytoria Finlandii, Estonii i Łotwy. Prowadzi to do konieczności stałego uruchamiania systemów ostrzegania ludności.
W miniony wtorek nad Estonią doszło do bezprecedensowego incydentu. Rumuński myśliwiec, operujący w ramach struktur NATO, zestrzelił bezzałogowy aparat latający, który wdarł się na terytorium kraju. To pierwsze zestrzelenie od początku funkcjonowania misji patrolowych w regionie.
Naruszenia granic skutkują stratami infrastrukturalnymi i kryzysami politycznymi. W Estonii obiekt nadlatujący od strony rosyjskiej uszkodził komin elektrowni przygranicznej. Z kolei na Łotwie bezzałogowiec uderzył w pusty zbiornik w magazynie ropy naftowej. Wywołało to głęboki kryzys rządowy w Rydze. Do dymisji podał się minister obrony Andris Spruds, a następnie stanowisko straciła premier Evika Silina.