RAK
    Jak uratować Oscary? Ja już wiem, kto je zgarnie, ale jak mają odzyskać dawny blask?

    Jak uratować Oscary? Ja już wiem, kto je zgarnie, ale jak mają odzyskać dawny blask?

    379 odsłon
    Jak uratować Oscary? Ja już wiem, kto je zgarnie, ale jak mają odzyskać dawny blask?

    Michał Walkiewicz — Kojarzycie jeszcze Oscary? Imprezę, którą celebryci mylą z geopolitycznym seminarium, organizatorzy z nocą kabaretową w Mrągowie, zaś widzowie – ze świętem kina? Los Angeles utonie w brokacie dopiero 15 marca. Ale już teraz wiemy, kto będzie rywalizował o złote rycerz

    Nie regulujcie odbiorników. Skoro pierwszą ofiarą upadku mediów najczęściej bywa kultura, to dlaczegóż wiadomość o wydarzeniu kulturalnym miałaby nie zwiastować narodzin nowego medium?

    Portal Zero.pl będzie przecież nie tylko krynicą rzetelnego dziennikarstwa, ale również fabryką szalonych pomysłów oraz platformą rewizji naszej wiedzy o świecie. Sam obgryzam paznokcie z taką ekscytacją, że aż napisałem tekst do newslettera. A teraz jeszcze karmię nim tę nową i pachnącą stronę. Kto tak robi? 

    Co uratuje Oscary? Odwaga

    Ktoś złośliwy powie, że Oscary są współczesnej kulturze potrzebne jak świni siodło. Kto inny – że przez upasionych na streamingowo-serialowym wikcie widzów przemawia cynizm. Postaram się wszystkich pogodzić.

    Artystycznie skompromitowane, ekonomicznie niestabilne i pozbawione tożsamości nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej są bladym wspomnieniem po wydarzeniu, które wyznaczało trendy i kształtowało wrażliwości. Co wcale nie oznacza, że nie ma dla nich ratunku. Rozległe i pęczniejące niczym grzybnia ciało jurorskie musi tylko odważniej zwrócić się w stronę masowego widza.

    Rekordowe 16 nominacji dla filmu „Grzesznicy” Ryana Cooglera to dobra wiadomość. Nie tyle z powodów statystycznych (czternaście, czyli najwięcej szans na zwycięstwo, miały dotąd „Wszystko o Ewie” Josepha L. Mankiewicza, „La La Land” Damiena Chazelle’a oraz „Titanic” Jamesa Camerona), co artystyczno-komercyjnych.

    Najzwyczajniej w świecie dobrze widzieć na Oscarach gatunkowy miks soulowego musicalu, folk-horroru o wampirach oraz kina gangsterskiego; film, który uszlachetnia każdy z tych gatunków opowieścią o dziedzictwie czarnej Ameryki, zaś przy okazji – zarabia pieniądze.

    Nieliche 13 nominacji dla „Jednej bitwy po drugiej” Paula Thomasa Andersona to z kolei najsłodsza z gorzkich wiadomości. Słodka, bo to świetny film o współczesnej Ameryce, nawet jeśli niektórzy mylą go z wezwaniem do zbrojnego oporu przeciw Trumpowi.

    Gorzka, ponieważ jest to kuriozalnie drogi film, który już na etapie koncepcyjnym był obietnicą box-office’owej porażki. Nie chce być gościem z kalkulatorem, wychowano mnie na humanistę. Ale nawet ja wiem, że Netflix czający się dziś na zadłużone studio Warner Bros. to efekt uboczny strategii producenckiej, z której zrodził się film Andersona.

    Kto na pewno dostanie Oscara?

    Są pewniaki. Timothée Chalamet ma już w kieszeni nagrodę za rolę w „Wielkim Martym” Josha Safdiego – opowieści o zdeterminowanym ping-pongiście, który w powojennej Ameryce spełnia swój kapitalistyczny sen.

    Jessie Buckley zgarnie statuetkę za pogrążoną w żałobie żonę Williama Szekspira, Agnes w „Hamnecie” Chloé Zhao. Dwa gwarantowane laury – za najlepszą pełnometrażową animację oraz piosenkę – mają też netfliksowe „K-popowe łowczynie demonów”.

    Niestety, wygląda na to, że legendarna kompozytorka Diane Warren znów zamknie szampana. Pomimo piętnastu nominacji na półce trzyma „jedynie” oscara honorowego.

    Cieszy obecność nieanglojęzycznego kina w głównych kategoriach – „Tajny agent” Brazylijczyka Klebera Mendonçi Filho (kryminał rozegrany w spalonym słońcem i trzymanym w żelaznym uścisku dyktatury mieście Recife to w moim przekonaniu najlepszy film ubiegłego roku) zmierzy się z „Wartością sentymentalną” Norwega Joachima Triera (napędzanej przepięknymi kompozycjami Hani Rani).

    A kto wie, być może kawałek torciku podkradnie im Jafar Panahi? Za film „To był zwykły przypadek” irański dysydent zdobył w ubiegłym roku Złotą Palmę w Cannes.

    Polka nominowana do Oscara

    Nominowana za najlepsze kostiumy Polka, Małgosia Turzańska, ubrała Williama i Agnes Szekspirów tak, by nikt nie miał wątpliwości co do symboliki ich relacji. On chadza w błękicie, jest chłodny, racjonalny, szuka odpowiedzi w sztuce. Ona to gorejąca czerwień – targana namiętnościami, osuwająca się w otchłań żalu po stracie dziecka.

    Wyróżnienie dla Turzańskiej nie zdziwi nikogo, kto lubi nacieszyć oko doskonałą szatą. Absolwentka praskich i nowojorskich szkół artystycznych nie wyłoniła się nagle z morskiej piany. Jej robota w „Zielonym rycerzu”, „X”, „Pearl” czy „Snach o pociągach” (również nominowanych w tym roku) to czysta poezja i efekt niemal dwudziestoletniego doświadczenia.

    Również drugi z nominowanych Polaków, rysownik i animator Maciek Szczerbowski (z szansą na nagrodę za krótki metraż "The Girl Who Cried Pearls") to zaprawiony w bojach fachura – tyle że od poklatkowych cudów, co automatycznie czyni z niego przybysza z wymiaru X. 

    Oscary na YouTube? Już w 2029 roku

    Wszystko to niezwykle ekscytujące, lecz pytanie o sens ceremonii w obecnym kształcie pozostaje w mocy. W 2029 roku Oscary przywitają się z serwisem YouTube i już teraz mówi się o tej tranzycji jako o „końcu pewnej epoki”. Technicznie – tak, będzie to koniec długiej tradycji transmitowania nagród w tradycyjnych pasmach telewizji.

    Praktycznie – zmiany muszą wykraczać poza medium. Powinny dotyczyć anachronicznej gali, kryteriów selekcyjnych, komunikatu wysyłanego środowiskom artystycznym oraz tuzina innych rzeczy. Choćby po to, by nazywanie The Game Awards – nagród dla branży elektronicznej rozrywki oglądanych przez dziesięciokrotnie większą widownię – „Oscarami gier wideo” miało nieco więcej sensu.

    Jeżeli komuś przeszkadza, że w kociołku z ironią bulgocze, to cóż… mam złą wiadomość. Gdy Zero.pl wystartuje – a stanie się to zanim Dorotka trzykrotnie stuknie obcasem i krzyknie „Nie ma jak w domu!” – ironii oraz jej pochodnych będzie więcej. Zwłaszcza, gdy ktoś spuści mnie ze smyczy i wskaże palcem Hollywood. Taka praca.

    Co o tym sądzisz?

    Artykuł sponsorowanyAD
    SamsungGalaxy AI - nowa era