
Bartłomiej Bajerski — System publicznej ochrony zdrowia w Polsce znalazł się w punkcie zwrotnym. Narodowy Fundusz Zdrowia musi radykalnie ciąć wydatki. Dla milionów pacjentów oznacza to znacznie trudniejszy dostęp do diagnostyki i leczenia.
System publicznej ochrony zdrowia w Polsce znalazł się w punkcie zwrotnym. Narodowy Fundusz Zdrowia musi radykalnie ciąć wydatki. Dla milionów pacjentów oznacza to znacznie trudniejszy dostęp do diagnostyki i leczenia.

Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadza limity na badania. (fot. Tupungato / Shutterstock)
Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ), borykający się z gigantyczną dziurą budżetową szacowaną na kilkanaście, a w perspektywie 2026 r. nawet 23 mld zł, wdraża drastyczny plan oszczędnościowy – pisze Rynek Zdrowia. Najważniejszym i najbardziej kontrowersyjnym elementem tych zmian jest przywrócenie limitów na świadczenia, które dotychczas były nielimitowane, w tym na kluczowe badania obrazowe.
Polacy o ochronie zdrowia: NFZ do likwidacji, więcej pieniędzy w systemie. Sondaż Zero.pl
Od kilku lat pacjenci przyzwyczaili się do tego, że badania takie jak:
nie podlegają sztywnym limitom finansowym.
Placówki medyczne mogły badać tylu pacjentów, ilu zgłosiło się ze skierowaniem, a NFZ był zobowiązany zapłacić za każde wykonane świadczenie.
Nowe wytyczne zmieniają tę zasadę. Fundusz planuje ograniczyć finansowanie tzw. nadwykonań (czyli badań przeprowadzonych ponad podstawowy kontrakt). Według nowych założeń, za badania wykonane ponad limit NFZ miałby płacić jedynie 40 proc. ich wartości, i to z dużym opóźnieniem.
Dla szpitali i centrów diagnostycznych oznacza to, że każde badanie „nadmiarowe” stanie się nierentowne. W efekcie placówki, w obawie o płynność finansową, już teraz zaczynają „mrozić” terminy i ograniczać liczbę przyjmowanych pacjentów do bezpiecznego minimum wynikającego z podstawowej umowy.
Choć oficjalnie pewne grupy pacjentów – tacy jak osoby z kartą onkologiczną (DiLO), dzieci czy osoby po 75. roku życia – mają mieć zachowany priorytetowy dostęp, eksperci ostrzegają przed „efektem domina”.
Eksperci wskazują, że obecna sytuacja nie jest wynikiem nagłego błędu, lecz splotu kilku czynników.
Placówki medyczne muszą pokrywać wyższe pensje z tych samych pieniędzy, które powinny być przeznaczone na leki i badania.
Ministerstwo Zdrowia przyznaje, że sytuacja jest trudna, a „kroczący wzrost kosztów jest nie do udźwignięcia” bez systemowych reform lub znaczącego zwiększenia dotacji z budżetu państwa. Jednak w obliczu innych wydatków państwowych, ochrona zdrowia wydaje się tracić priorytet.
[

Bez porozumienia w sprawie podwyżek. Czy grozi nam zapaść w ochronie zdrowia?](/news/bez-porozumienia-w-sprawie-podwyzek-dla-pracownikow-szpitali-ministerstwo-zdrowia-chcialo-ich-opoznienia)
[

Respirator tylko dla wybranych. Pacjenci zakładnikami sporu NFZ i biznesu. „Igranie ze zdrowiem”](/news/spor-firm-z-nfz-o-pieniadze-wstrzymane-przyjecia-pacjentow-na-respiratorach)
[

Presja, groźby i czyszczenie dokumentacji. Pielęgniarki mówią, co dzieje się w szpitalach](/news/pielegniarki-pod-presja-ozzpip-alarmuje-ws-dokumentacji-i-brakow-kadrowych)
Najbardziej dramatycznym skutkiem cięć w NFZ jest pogłębienie nierówności społecznych. Pacjenci, którzy będą mieli taką możliwość, wykupią badania prywatnie, by nie czekać miesiącami na diagnozę. Ci, których na to nie stać, utkną w wielomiesięcznych kolejkach. Środowisko medyczne alarmuje, że jest to „krok wstecz o kilkanaście lat”, który uderza w fundamenty powszechnej opieki zdrowotnej.