
Paweł Żurek — Zmarł Chuck Norris, amerykański mistrz sztuk walki i hollywoodzka supergwiazda filmów akcji. – On umeblował nam, to znaczy millenialsom, wyoobraźnię. Cały jego wizerunek był związany z tą epoką – wspomina aktora Michał Walkiewicz, dziennikarz kulturalny Zero.pl.
Zmarł Chuck Norris, amerykański mistrz sztuk walki i hollywoodzka supergwiazda filmów akcji. – On umeblował nam, to znaczy millenialsom, wyoobraźnię. Cały jego wizerunek był związany z tą epoką – wspomina aktora Michał Walkiewicz, dziennikarz kulturalny Zero.pl.

(fot. PAP / EPA)
Chuck Norris był kinowym symbolem siły i sprawności. Amerykanin w młodości służył w Siłach Powietrznych USA i tam zaczął ćwiczyć sztuk walki, które później stały się jego znakiem rozpoznawczym na dużym i małym ekranie. Jeszcze w tym tygodniu, kilka dni po swoich 86. urodzinach, legendarny aktor publikował w mediach społecznościowych filmik, na którym boksuje i mówi: „Nie starzeję się. Przechodzę na wyższy poziom”.
[

Chuck Norris nie żyje. Amerykański aktor miał 86 lat](/news/chuck-norris-nie-zyje-amerykanski-aktor-mial-86-lat)
[

Lisan al-Gaib! Oto jest zwiastun ostatniej „Diuny”, a w nim łysy Chalamet](/news/diuna-czesc-trzecia-na-pierwszym-zwiastunie-a-w-nim-lysy-chalamet-i-wsciekly-pattinson)
[

„Jedna bitwa po drugiej” wygrywa Oscary. Ale była to gala bez pazura i tożsamości](/news/jedna-bitwa-po-drugiej-wygrywa-oscary-ale-byla-to-gala-bez-pazura-i-tozsamosci)
Przełomem dla Norrisa była walka z supergwiazdą kung-fu, Brucem Lee, w filmie „Droga Smoka”. Gigantyczną sławę przyniosła mu za to rola małomównego strażnika z Teksasu, toczącego walkę z handlarzem bronią w filmie „Samotny wilk McQuade”, który stał się pierwowzorem kultowego serialu telewizyjnego „Strażnik Teksasu”. Serial był emitowany przez osiem sezonów i stał się źródłem niezliczonych żartów oraz memów o Norrisie.
Legendę kina akcji żegna na portalu Zero.pl Michał Walkiewicz. – Trudno w to uwierzyć. Nie tylko dlatego, że Norris był bohaterem memów o prychaniu śmierci w twarz, ale też z powodu tego, że umeblował nam, to znaczy milenialsom, wyobraźnię. Żyliśmy i wychowywaliśmy się w kraju, w którym odtwarzacz wideo był najważniejszym przedmiotem w domu, a wypożyczalnia kaset – najważniejszym miejscem w mieście. Cały wizerunek Norrisa był związany z tą epoką. „Oko za oko”, „Samotny wilk McQuade”, „Zaginiony w akcji”, „Delta Force”. Każdy film to zajechana kaseta i piękne wspomnienia. O potędze „Strażnika Teksasu” w telewizyjnej ramówce nie ma nawet co gadać – to było przeżycie pokoleniowe – opowiada o Norrisie.
Ekspert opowiedział też, skąd wzięły się słynne memy o legendarnym aktorze.
– Pamiętam, że żarty o nim zaczęły się około 20 lat temu, czyli jednak w czasach, kiedy coś takiego nie było popularne. Jeśli spojrzymy na filmografię Chucka Norisa, było widać, że filmy z jego udziałem są tanie, raczej nie mają budżetu, pomysły fabularne są powtarzalne, a on ciągle kopie wszystkich z półobrotu i nie za wiele z tego wynika. Były wydawane gazetki z żartami o Chucku Norrisie. Wydaje mi się, że memy wzięły się właśnie z tego, że wszyscy aktorzy z najwyższej półki mieli bardzo duży zjazd – z absolutnych szczytów w latach 80. do właśnie takiej drugiej, trzeciej ligi na początku lat dwutysięcznych. Tymczasem Norris, już dość wiekowy, dalej grał mięśniaka kopiącego wszystkich z półobrotu. Jednocześnie miał w sobie pewną poczciwość. Mam wrażenie, że stał się łatwym celem tych żartów, które sam po pewnym czasie zaakceptował i pozwalał na to, żeby je powtarzać, do tego sam się z nich śmiał – kontynuuje Grzegorz Fortuna.
Michał Walkiewicz porównuje też amerykańskiego aktora do innych legend kina akcji – Sylvestra Stallone’a czy Arnolda Schwarzeneggera.
– Myśl, że na tle innych wielkich z epoki, Stallone’a, Lundgrena, Schwarzeneggera, Dudikoffa, Norrisa charakteryzował przede wszystkim ten przedziwny, magnetyzujący rodzaj żelaznego autorytetu. Ludzie śmiali się z Clinta Eastwooda, że miał dwie miny – z kapeluszem i bez kapelusza. Norris miał jedną, a i tak rozsadzał ekran charyzmą. Nie wiem, czy był dobrym aktorem – przez całą karierę bazował właśnie na tej charyzmie i prezencji. Reszta była tylko przypisem – uważa Walkiewicz.
– Lubię jego wczesne role, dziś już raczej zapomniane. Wypowiedział w nich łącznie z osiem słów, ale i tak zostawił po sobie piorunujące wrażenie. „Droga Smoka” z Brucem Lee to kawał kina. Ich finałowy pojedynek, rozpoczynany przeraźliwym miauknięciem kota, powinien zobaczyć każdy człowiek, który twierdzi, że interesuje się kinem – podsumowuje dziennikarz Zero.pl.