
Marcin Darmas — Platformy takie jak OnlyFans czy Mym przez lata przedstawiano jako symbol emancypacji: twórcy mieli przejmować kontrolę nad własnym wizerunkiem, zarabiać bez pośredników i unikać patologii znanych z tradycyjnego przemysłu pornograficznego. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikował
Platformy takie jak OnlyFans czy Mym przez lata przedstawiano jako symbol emancypacji: twórcy mieli przejmować kontrolę nad własnym wizerunkiem, zarabiać bez pośredników i unikać patologii znanych z tradycyjnego przemysłu pornograficznego. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała ten obraz.

Francja bierze się za OnlyFans (fot. freepik / OnlyFans)
Jest w powieści Louis-Ferdinanda Céline’a „Guignol’s band” (Paczka marionetek) długi rozdział, gdy Cascade, największy londyński stręczyciel, wylewa żale na swoje otoczenie. Monolog bohatera pełen jest inwektyw i wyzwisk. Przerywany jest przemocą w stosunku do wiernej Angèle, która próbuje Cascade’a udobruchać, ugłaskać i umiłować.
Cascade przeklina dzień swoich urodzin. Jest paroksyzmem wściekłości.
Powodem wzrastającego obłędu są przyjaciele Cascade’a z londyńskiego półświatka. Bowiem wszyscy oni wybierają się za Kanał La Manche, aby walczyć w okopach, na kontynencie. Każdemu marzą się bitewna gloria i nieprzeciętne czyny.
Problem polega na tym, że proszą Cascade’a o przyjęcie pod opiekę swoich podopiecznych, tj. swoich prostytutek.
Stręczyciel pomstuje, odmawia, tłumaczy każdemu z osobna, że stręczycielstwo jest zajęciem poważnym, a dyscyplinowanie prostytutek to nie lada wyczyn, nie można go robić na pół gwizdka, a nadmiar obowiązków prowadzi do fuszery.
Klienci nie mogą czekać, dziewczyny trzeba należycie „gospodarować”, z głową, rozsądnie, bez perfumowanych emocji. Cascade chce masowo odmawiać, lecz perspektywa szybkiego wzbogacenia w końcu go przekonuje do wzięcia pod swoje skrzydło pokaźnej grupy dziewczyn.
Tak było kiedyś. Internet i platformy społecznościowe miały to fundamentalnie zmienić. Do czasu. Wokół cyfrowej erotyki wyrosła nowa grupa pośredników – menedżerów, agentów i „opiekunów kont” – którzy często przejmują realną władzę nad twórcami często pornograficznego kontentu.
Wyrosli Cascade’owie nowej generacji – Cascade’owie 2.0.
Francuski Senat postanowił zmierzyć się z tym problemem. Projekt ustawy autorstwa dwóch senatorek prawicy zakłada wprowadzenie nowego przestępstwa: stręczycielstwa online. Nie chodzi o karanie samych twórców ani dorosłych odbiorców treści, lecz o uderzenie w system zależności ekonomicznych, presji i szantażu, który coraz częściej towarzyszy działalności na platformach erotycznych.
Według autorów ustawy „menedżerowie” działający w cieniu OnlyFans i Mym tworzą zorganizowane sieci, narzucają swoje warunki finansowe, przejmują hasła do kont, a czasem zmuszają do produkcji coraz bardziej ekstremalnych treści. Formalnie nie dochodzi do kontaktu fizycznego między autorem treści z OnlyFransa a stręczycielem, więc trudno mówić o prostytucji w tradycyjnym sensie.
Według raportu, na który powołują się autorki projektu ustawy, około 30 proc. twórców treści jest reprezentowanych przez agenta we Francji, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych odsetek ten sięga 90 proc. w przypadku platformy OnlyFans.
W praktyce jednak mechanizm kontroli i czerpania zysków z cudzej seksualności jest jednak uderzająco podobny do stręczycielstwa w prawdziwym życiu.
Nowe przepisy mają wypełnić lukę prawną, odwołując się do pojęcia handlu ludźmi i wykorzystywania sytuacji zależności. To ostrożne, ale znaczące przesunięcie akcentów: francuski rząd nie ocenia moralnie seksu w sieci, lecz reaguje tam, gdzie pojawia się przymus, nadużycie lub ekonomiczny wyzysk.
Osoby uznane za winne będą mogły trafić do siedmiu lat więzienia i zapłacić grzywnę w wysokości 150 tys. euro. Kara ta zostanie podwyższona do dziesięciu lat więzienia i grzywny w wysokości 1,5 miliona euro, jeśli wykorzystywanie seksualne w internecie będzie skierowane przeciwko nieletnim. Jeśli będzie ono wiązało się z torturami, kara może sięgnąć dwudziestu lat więzienia i grzywny w wysokości 4,5 mln euro.
Krótko mówiąc, osoby winne wykorzystywania seksualnego w internecie będą podlegać takim samym karom jak „tradycyjni” stręczyciele.
Pozostaje pytanie, czy regulacje nadążą za rzeczywistością internetu? VPN-y, zagraniczne serwisy i nielegalne platformy mogą szybko stać się alternatywą dla objętych kontrolą gigantów. Mimo to francuska inicjatywa wysyła czytelny sygnał: cyfrowa erotyka nie jest już prawną próżnią. A mit w pełni niezależnego twórcy coraz częściej okazuje się tylko dobrze sprzedającą się narracją.